Pokazywanie postów oznaczonych etykietą offtop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą offtop. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

Czytelnicze Nawyki Tag + gorzkie żale autorki

Jakiś czas temu, gdy zaczęłam prowadzić tego bloga miałam masę pomysłów na uczynienie go unikalnym. Jednym z nich było robienie tagów co dziesięć postów, czyli kiedy pojawi się wystarczająco treści, na dodanie zapełniacza. I choć przez ten okres mnie i bloga spotkało wiele turbulencji (tak, wiem, ta kolumna z postami jest za wąska!) postanowiłam zrealizować ten plan.
Na pierwszy ogień po długich rozważaniach idą moje Czytelnicze Nawyki, bo ten tag pozwoli Wam chyba njalepiej mnie poznać, przy okazji nie zanudzając. Tag liczy dziesięć pytań, mam nadzieję, że nie odpadniecie po piątym :) Zapraszam!

1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?

Nie mam takiego miejsca, czytam przy stole, na wszystkich łóżkach i kanapach, czasem na podłodze. Przesiadywanie długo w jednym miejscu jest dla mnie okropnie męczące i nawet ostatnio recenzję pisałam w trzech pokojach. Z książką też chodzę wszędzie, a później nie mogę jej znaleźć.

2. Czy w trakcie czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru? 

Staram się używać zakładek, ale nie mam problemu z zaznaczaniem stron jakimiś karteczkami czy papierkami po cukierkach. To zależy, co mam pod ręką. A czasem zakładki nudzą mi się i wtedy robię swoje z origami lub post-itów.

3. Czy możesz po prostu skończyć czytać książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?  

Najczęściej staram się dochodzić do pełnej liczby stron lub końca rozdziału, lubię sobie wyznaczać takie limity "doczytam do 150 stron i idę zgrabić liście/pouczyć się/coś zjeść", jednak nie zawsze daję radę zatrzymać się wyznaczonym miejscu ;) Za to zawsze zwracam uwagę na to, żeby ostatnie zdanie na stronie było w całości.

 4. Czy pijesz albo jesz w trakcie czytania książki? 

Piję, jem, chodzę, oglądam telewizję. Prawie wszystko robię w czasie czytania, bo to połowa mojego życia. 

5. Czy jesteś wielozadaniowa? Potrafisz słuchać muzyki lub oglądać film w trakcie czytania? 

Kurczę, już wyżej odpowiedziałam na to pytanie. Potrafię i często to robię, jednak zawsze na jednej rzeczy skupiam się bardziej, a ta druga przez to cierpi. 

6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?

Zawsze czytam tylko jedną książkę, tak się przyzwyczaiłam, inaczej nie potrafię naprawdę wczuć się w powieść i nią żyć, a to jest dla mnie najfajniejsze w czytaniu. Lubię dzielić z bohaterami emocje, a gdy jest  zbyt dużo różnych bohaterów staje się to niewykonalne.

7. Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek?

Dom, dom, zawsze dom! Nie potrafię się skupić na książce, gdzie indziej. Trochę wstydzę się wyciągać książkę przy innych, obcych ludziach, a czytanie w środkach lokomocji jest w moim przypadku niemożliwe, bo zaraz mnie mdli.

8. Czytasz na głos, czy w myślach?  

Na głos czytam, gdy książka mnie zbytnio nie pociąga, a ja chcę poćwiczyć dykcję, zazwyczaj czytam w myślach.

9. Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki?

Nie, nigdy tak nie robię, to zepsułoby mi całą przyjemność z czytania. Czasem, gdy akcja jest wyjątkowo wartka moje oczy same lecą na dół strony, ale staram się z tym walczyć. Czasem też na stronie najpierw czytam dialogi, a potem tekst ciągły.

10. Czy zginasz grzbiet książki? 

Zdarzyło mi się to w przypadku tylko jednej książki, "Czerwonej Królowej" (która trochę na to zasługiwała ;)). Nie zginam grzbietów książek, bo to brzydko wygląda, ale kiedyś nie używałam zakładek i zostawiałam po prostu otwarte książki stronami w dół. No co, już tak nie robię!

Tyle w kwestii moich czytelniczych nawyków, ale mam potrzebę wytłumaczenia się z czegoś. Nie było mnie tu kilka miesięcy, nie licząc jednego słabego posta. Życie w roku szkolnym jest dla mnie mocno absorbujące, poza domem jestem jakieś dziewięć godzin dziennie, a w domu czeka mnie masa nauki na sprawdziany, konkursy i do kółka teatralnego. W tym biegu może i pojawiały się jakieś chęci powrotu na bloga, ale zbywałam je pytaniem: "A właściwie to po co mi to? I tak nikt tego nie czyta.". Oprócz tego staram się, by recenzje były naprawdę porządnie robione zarówno pod względem treści, jak i formy, a to dość pracochłonne. A ja przecież jestem leniem! 

Teraz postaram się być tu przynajmniej raz w tygodniu. Na przeprosiny mam dla Was screen z serialu mojego życia 💔

niedziela, 4 października 2015

Twoje książki są ważniejsze niż Ty

"Złamałaś grzbiet! Jak można tak nie szanować książek?!"
"A gdyby ktoś traktował tak twoją pracę?"
"Jesz i pijesz nad książką, takich ludzi nie powinno się w ogóle do literatury dopuszczać..."

Nigdy, przenigdy nie usłyszałam takich słów pod swoim adresem. Jednak chyba tylko dlatego, że nie publikuję zdjęć własnej biblioteczki. Nieraz zdarzyło mi się zachlapać książkę herbatą, pogiąć okładkę albo — o zgrozo! — wydrzeć stronę. Oczywiście niespecjalnie, ale wcale nie uważam tego za swoje największe grzechy. Drobne potknięcia, owszem, ale czy "niszczenie" książek uważam za karygodne?
Nie. Nie, z jednego prostego powodu: to książki są dla nas, nie my dla książek. One są tylko przedmiotami, które miło jest trzymać w ręku czy ustawić na półce, nie żadnymi mistycznymi istotami, zdatnymi jedynie do czczenia na odległość. Znacznie ważniejsza od rzeczy jest treść — powieść nie ucierpi, kiedy nakruszę herbatnikami, prawda? Autor nie rozpłacze się, jeśli zobaczy "złamany grzbiet" w stworzonym przez niego utworze. A jeśli to zrobi, to już nie jest wina moja, lecz pewnych problemów psychicznych ;)
Nie chcę jednakże, żebyście pomyśleli, że chlubię się tym, że nie dbam książki. Po prostu nie rozpaczam, ale patrząc na plamę po herbacie myślę: "o kurczę!" i staram się to jak najszybciej naprawić. Moja biblioteczka nie prezentuje się idealnie, ale nie jest to przecież stos luźnych kartek i potarganych okładek. Gdy patrzę na swoje książki, widzę, że ktoś je wielokrotnie wertował — a to chyba wystarczająca rekompensata dla autora za te kilka plam.

Zupełnie inaczej jest z książkami bibliotecznymi, bo o nie dbam naprawdę szczegółowo. Żadnego zaginania rogów, kruszenia, w ogóle nie przynoszę ich do kuchni. Brzydzą mnie plamy niewiadomego pochodzenia na książkach, które wypożyczałam, chyba mam po prostu zbyt rozwiniętą wyobraźnię, żeby ze spokojem patrzeć na dziwne kropki. Nie chcę więc w ten sposób uprzykrzać czytania innym. Moje książki — moja sprawa, cudze książki już nie.

Tak przedstawia się mój punkt widzenia, bo środowisko — więc także Wy — jest w tej kwestii zupełnie podzielone. Dla jednych książka to świętość, którą trzeba okładać folią, inni dostosowują "akcesoria czytelnika" zgodnie z własnymi potrzebami. Skoro połączenie kubka kawy i książki jest takie przyjemne, dlaczego mamy sobie tego odmawiać? Życie jest krótkie, zaszalej chociaż tak ;)
Rozumiem jednak, że część czytelników uważa za milsze patrzenie na idealny stan swego księgozbioru.

Co Wy uważacie na ten temat? Jecie i pijecie przy czytaniu? Jak prezentują się Wasze książki?

wtorek, 8 września 2015

Moja książkowa jesień

Witajcie! Coraz częściej wieje i pada, liście stopniowo żółkną, a kasztany opadają. Nic więc dziwnego, że mniej chce się nam przebywać na zewnątrz i korzystać z uroków natury. Wracając do domu marzymy tylko o przyjemnym wieczorze spędzonym z książką, za twierdzą z koca, a jako broń przed szarugą dzierżąc kubek gorącej herbaty. Tylko jest jedno „ale”… Z jaką książką?!
Wychodząc naprzeciw Waszym rozterkom przygotowałam TOP 3 powieści na jesień. Oto książki, które zapewnią Wam błogi relaks… Albo zmrożą krew w żyłach. Jak wolicie.


Mroczny klimat Barcelony, tajemnica pewnej powieści i zagadka obok której nie sposób przejść obojętnie. Carlos Ruiz Zafón doskonale zajmuje wydłużające się wieczory i pokazuje nam świat o wiele bardziej interesujący niż rzeczywistość. Gdy masz już dość okropnej aury i przytłaczającej szkoły czy pracy, „Cień wiatru” jest idealną odskocznią. Być może nie nastraja zbyt optymistycznie, ale sprawia, że Twoje zmartwienia wydają się być o wiele mniej kłopotliwe niż niezwykłe historie Daniela Sempere i Juliana Caraxa.

Nie oszukujmy się: „Awantura o Basię” jest dobra na każdą porę roku. Dlaczego więc nazywam ją „jesienną” książką? Bo jej w pewien sposób urokliwy, humorystyczny, a miejscami absurdalny klimat zapewni nam zastrzyk dobrej energii na cały dzień. Mi Kornel Makuszyński  kojarzy się z cudownymi historiami na dobranoc czytanymi przez rodziców, ciepłym łóżkiem i promiennym uśmiechem, czyli idealnym przepisem na przetrwanie gorszego dnia. Rezolutna Basia, troskliwa Stanisława i wrażliwy, mimo pozornej oschłości, Stanisław zabiorą nas do krainy, z której nie chce się wracać.




Wrzesień związanym jest z jeszcze jednym, bardzo ważnym wydarzeniem — wybuchem II Wojny Światowej. Większość z nas zna podstawowe fakty, jednak nie chce zagłębiać się w temat — albo inaczej: chce, lecz odrzuca nas wizja opasłych, nudnych tomiszczy wypełnionych datami i miejscami. Nic bardziej mylnego. Historię możemy poznawać również w łatwiejszy i bardziej przemawiający do nas sposób, co ułatwia ta książka. Przedstawione są w niej historie jedenastu kobiet, dzięki którym dziś możemy spokojnie siedzieć z książką, nie obawiając się o własne życie. Przystępny język, niezwykłe bohaterki i autentyczność to trzy powody, dla których warto oderwać się od romansów, kryminałów czy fantastyki i sięgnąć po „Dziewczyny wojenne”.
Bo warto czytać i warto pamiętać.


Post powstał w ramach akcji #jesienzfeeria.
Link do wydarzenia na facebooku: https://www.facebook.com/events/793976914056087/

Pozdrawiam!

niedziela, 30 sierpnia 2015

Wrap up — wakacje

Hej! Z racji ostatniego dnia sierpnia przychodzę do Was z szybkim podsumowaniem wakacji. A raczej czytelniczych wakacji ;) Wiem, że niektórzy taką normę wyrabiają w miesiąc, ale okazało się, że jednak mam życie (tak, też jestem zdziwiona).

"Letnia Akademia Uczuć. Anna i wodorosty."
"Letnia Akademia Uczuć. Pięć najważniejszych słów." [Hanna Kowalewska]
Dwie książki, które dostałam na urodziny. Lekkie, młodzieżowe obyczajówki, idealne do zajęcia czasu podczas opalania. Zdecydowanie przyjemnie spędziłam z nimi czas.

"Cień wiatru" [Carlos Ruiz Zafón]
Ech, przechodząc obok księgarni nie mogłam się powstrzymać i kupiłam. Nie żałuję! Historia trzyma w napięciu, jest oryginalna, no i z książkami w tle — czego chcieć więcej?

"Dziewczyna z pomarańczami" [Jostein Gaarnder]
Po prostu mi się spodobała i to na razie musi Wam wystarczyć, bo na dniach ukaże się jej recenzja.

"Rozważna i romantyczna" [Jane Austen]
Moje pierwsze spotkanie z "dorosłą" klasyką i choć na pewno będą kolejne, to raczej nie w najbliższym czasie. Chyba jeszcze nie dojrzałam do Jane Austen.

"Zagubiony Heros" [Rick Riordan]
Tę książkę musiała czytać z przerwami, bo chociaż uwielbiam Ricka Riordana, to główni bohaterowie mnie irytowali. Tak, przez pół książki nie mogłam przeboleć braku Percy'ego.

"Szklany tron"
"Korona w mroku" [Sarah J. Maas]
Odsyłam do <a href="http://tylkoopowiesci.blogspot.com/2015/08/sarah-j-maas-tron-i-ja.html">recenzji</a>. Moja ocena 7/10.
Natomiast drugi tom w mojej skromnej opinii jej znacznie lepszy od pierwszego, chociaż "wzbogacony" w rozterki miłosne Celaeny.

"Felix, Net i Nika oraz Nadprogramowe Historie" [Rafał Kosik]
Moja ukochana seria... Powieść trzyma klimat, czego niestety nie mogę powiedzieć o ostatnim tomie serii. Szybko połknęłam i nie mogłam się oderwać.

"Złodziejka książek" [Markus Zusak]
Wcześniej czytałam same pozytywne recenzję na temat tej książki, a teraz nie pozostaje mi nic innego niż im przytaknąć. Wrażenia po przeczytaniu "Złodziejki..." mogę opisać trzema słowami: uśmiech przez łzy.

"Czerwone krzesło" [Andrzej Meleszka]
Jest to książka dla młodszego czytelnika, więc bardzo trudno było mi wczuć się w akcję. Tym bardziej, że całą opowieść już dobrze znałam, bo kilkukrotnie oglądałam film na jej podstawie. Czyta się łatwo i jeśli nie wiecie, co poczytać młodszemu rodzeństwu — to już wiecie ;)

"7 razy dziś" [Lauren Oliver]
Odsyłam do <a href="http://tylkoopowiesci.blogspot.com/2015/08/lauren-oliver-razy-dzis-i-raz-recenzja.html">recenzji</a>. Moja ocena to 5.5/10.

A co Wy przeczytaliście w te wakacje? Może któreś z naszych lektur się pokrywają?

sobota, 29 sierpnia 2015

Przepis na bohaterkę książek YA

Ostatnimi czasy nie przeczytałam nic wartego recenzji, ale to nie znaczy, że mogę zostawić blog pusty. O nie!
Dlatego dziś przedstawiam Wam...

PRZEPIS NA BOHATERKĘ KSIĄŻKI YA

SKŁADNIKI NA CIASTO:
— 50 gram niezdecydowania;
— kilka łyżek mrocznej przeszłości;
— 3/4 szklanki niezwykłego talentu (wybrać wedle upodobań, ja polecam zdolności wojowniczki lub coś artystycznego);
— 3 kilogramy odpowiedzialności za losy wszechświata;

Suche składniki zmieszać i gotować na wolnym ogniu, stopniowo dodając 1/2 litra zakochania. Gdy masa nabierze pozornej jednolitości dodajemy 10 gram kłótni rodzinnych i 2 szklanki niezrozumienia.
Wszystko miksujemy, pod koniec wsypując opakowanie starożytnej przepowiedni.
Całość wstawiamy do pieca na kilka tomów.

Brawo! Stworzyłeś główną bohaterkę książki! Teraz wystarczy udekorować polewą "Happy End" lub obsypać kilkoma garściami nieoczekiwanego poświęcenia.
Smacznego!

PS Potraktujcie ten tekst z przymrużeniem oka. Make love, not war! ;)